- Z przyjemnością. -uśmiechnęłam się na myśl o spędzeniu jutrzejszego dnia nad jeziorem- A jechać, to wolę na rowerze.
- Okay.
- Jak myślisz będzie jutro ładna pogoda?
- Raczej tak.
- Hm...Może wezmę strój, tak dawno nie pływałam, a życie bez pływania nie jest takie wspaniałe...
- Zgadzam się, ja też uwielbiam pływać.
Fenomenalnie -pomyślałam.
Powoli zbliżaliśmy się w stronę mojego domu. Rozmawialiśmy jeszcze o naszych zainteresowaniach, umówiliśmy się, że o 11 spotkamy się na głównym placu i w końcu pożegnaliśmy się. Potem każdy poszedł do siebie.
***
W domu czekała na mnie Sana. Domagała się spaceru, więc poszłam z nią na dwór. Jak zwykle puściłam ją za domem, aby się wybiegała. Usiadłam na trawie i zaczęłam rwać jedną kępkę na drobiny. Nagle Sana zaczęła szczekać głośno na mur, który oddzielał mój ogród od lasu. Nie wiedziałam na co ona szczeka. Podbiegłam do niej i uspokajałam ją, ale ona wciąż była niespokojna i warczała. Wstałam, więc, wspięłam się na mur, aby spojrzeć czy morze, ktoś za nim stoi. Wychyliłam się i zobaczyłam tylko jak droga, prowadząca wzdłuż muru się kurzy. Zeskoczyłam na dół i znów uspokoiłam psinę.
- To zapewne tylko dzieciaki bawiły się, pewnie się Ciebie wystraszyły i dlatego uciekły.
Weszłyśmy do domu i zamknęłam drzwi. Następnie zaczęłam się przygotowywać do jutrzejszego wyjazdu nad jezioro. Wyjęłam z szafy ulubioną torbę i spakowałam tam koc, ręcznik i książkę. Jutro zrobię kanapki i przygotuję ziołową herbatę.
Wzięłam kąpiel, zjadłam kolację i od razu poszłam spać.
***
Rano, gdy byłam już gotowa do wyjścia, zostawiłam Sanie miskę wody i jedzenia. Pożegnała się z nią, po czym wsiadłam na rower i pojechałam na miejsce spotkania.
Maks?