piątek, 17 czerwca 2016

Od Rose do Maksa

Wypłynęłam od razu na powierzchnie wody. Po chwili wypłynął Maks.
- Nie rób tak więcej, proszę. -powiedziałam próbując uspokoić się.
- Przepraszam, już nie będę. -spojrzał na mnie przepraszająco.
Podpłynęłam bliżej brzegu. Chłopak popłynął za mną.
- Jesteś zła?
Zamiast odpowiedzieć schyliłam się i nabrałam wody w dłonie. Kiedy chłopak podszedł bliżej, oblałam go wodą i zaczęłam nią chlapać w jego stronę, śmiejąc się przy tym.
- Lepiej ze mną nie zadzieraj. -uśmiechnęłam się szeroko.

Maks?

czwartek, 16 czerwca 2016

Od Maksa do Rose

Wstrzymałem oddech i zanurkowałem, powoli otworzyłem oczy. Z początku szczypały, jednak z czasem przywykłem. Podpłynąłem bliżej dziewczyny i pociągnąłem ją lekko za nogę. Było tu głęboko, strasznie. Złapałem ją w pasie aby nie poszła zupełnie na dno, nie chcę myśleć co by się stało, gdyby któreś z nas tam trafiło. Nie ma ucieczki, podobno, są tam kościotrupy.

Rose?

Od Rose do Maksa

Byłam mile zaskoczona, że Maks przygotował wszystko wcześniej. Odstawiliśmy rowery pod drzewo i usiedliśmy na kocu.
- Ładnie tu. -przyznałam, oglądając krajobraz.
- To co, idziemy do wody?
- Jasne.
Zajęliśmy ubrania i od razu weszliśmy do wody. Weszłam coraz głębiej, aby całą się zanurzyć. Obiecałam się powoli ciepła wodą i w końcu się zanurzyłam.

Maks?

Od Maksa do Rose

Wstałem wcześnie, zabrałem Rezona na spacer. Wziąłem długi prysznic, założyłem krótkie spodenki, pod nie kąpielówki i t-shirt a na głowę założyłem czapkę.


Będąc już gotowy wyszedłem na zewnątrz, wyciągnąłem z garażu rower i pojechałem w miejsce spotkania.

Czekałem raptem kilka minut, ruszyliśmy nad jezioro. Dopilnowałem, abyśmy nie jechali przez las. Po pół godzinie byliśmy na miejscu. Wszystko było już przygotowane. Koc, grill itp. - przyjechałem wcześniej aby wszystkiego nie dźwigać.

Rose?

środa, 15 czerwca 2016

Od Rose do Maksa

- Z przyjemnością. -uśmiechnęłam się na myśl o spędzeniu jutrzejszego dnia nad jeziorem- A jechać, to wolę na rowerze.
- Okay.
- Jak myślisz będzie jutro ładna pogoda?
- Raczej tak.
- Hm...Może wezmę strój, tak dawno nie pływałam, a życie bez pływania nie jest takie wspaniałe...
- Zgadzam się, ja też uwielbiam pływać.
Fenomenalnie -pomyślałam.
Powoli zbliżaliśmy się w stronę mojego domu. Rozmawialiśmy jeszcze o naszych zainteresowaniach, umówiliśmy się, że o 11 spotkamy się na głównym placu i w końcu pożegnaliśmy się. Potem każdy poszedł do siebie.
***
W domu czekała na mnie Sana. Domagała się spaceru, więc poszłam z nią na dwór. Jak zwykle puściłam ją za domem, aby się wybiegała. Usiadłam na trawie i zaczęłam rwać jedną kępkę na drobiny. Nagle Sana zaczęła szczekać głośno na mur, który oddzielał mój ogród od lasu. Nie wiedziałam na co ona szczeka. Podbiegłam do niej i uspokajałam ją, ale ona wciąż była niespokojna i warczała. Wstałam, więc, wspięłam się na mur, aby spojrzeć czy morze, ktoś za nim stoi. Wychyliłam się i zobaczyłam tylko jak droga, prowadząca wzdłuż muru się kurzy. Zeskoczyłam na dół i znów uspokoiłam psinę.
- To zapewne tylko dzieciaki bawiły się, pewnie się Ciebie wystraszyły i dlatego uciekły.
Weszłyśmy do domu i zamknęłam drzwi. Następnie zaczęłam się przygotowywać do jutrzejszego wyjazdu nad jezioro. Wyjęłam z szafy ulubioną torbę i spakowałam tam koc, ręcznik i książkę. Jutro zrobię kanapki i przygotuję ziołową herbatę.
Wzięłam kąpiel, zjadłam kolację i od razu poszłam spać.
***
Rano, gdy byłam już gotowa do wyjścia, zostawiłam Sanie miskę wody i jedzenia. Pożegnała się z nią, po czym wsiadłam na rower i pojechałam na miejsce spotkania.

Maks?

Od Maksa do Rose

Błądziłem wzrokiem po półkach z zabawkami, wyszliśmy dopiero po pół godzinie. Kupiłem również coś dla Rezona.
- Miałabyś czas jutro? - spytałem, gdy szliśmy przez park trzymając się za ręce.
- Być może, a co? - uśmiechnęła się lekko.
- Może byśmy pojechali nad jezioro? Na rowerach, albo na motorze, jak wolisz. Wzięlibyśmy coś do jedzenia, koc... - zaproponowałem.

Rose?

Od Rose do Maksa

Kiedy chłopak strzepnął cukier, ja zalałam się rumieńcem.
- Idziemy? -spytałam, gdy już zjadłam ostatni kawałek.
- Tak.
Zapłaciliśmy i wyszliśmy z kawiarni.
- Muszę pójść do sklepu po nową zabawkę dla Sany.
- Dobrze, pójdę z Tobą.
W tym samym momencie złapaliśmy się za ręce i ruszyliśmy do sklepu zoologicznego. Maks pomógł mi w wyborze odpowiedniej zabawki.

Maks?

Od Maksa do Rose

Wyszukałem ciasta na karcie i skinąłem głową. Wzięliśmy wybrane ciasto i do tego mrożoną lemoniadę. Zjedliśmy w ciszy, wymieniając pojedyncze zdania. Pijąc lemoniadę przez słomkę, przyglądałem się dziewczynie, która również kończyła swoje ciasto. Zaśmiałem się krótko, spojrzała na mnie pytająco. "Strzepnąłem" jej z nosa cukier puder z uśmiechem.

Rose?

Od Rose do Maksa

Szliśmy, znów trzymając się za ręce, do pobliskiej kawiarni. Usiedlismy przy stoliku na zewnątrz, po chwili podeszla do nas kobieta z kilkoma tektorowymi kartami. Miała na sobie jasny fartuch z nadrukiem filiżanki kawy i rogalika.
- Menu. -powiedziała i dała nam dwie karty, po czym odeszła.
- To co bierzemy? -spytał Maks.
- Co powiesz na "Ciasto biszkoptowe z truskawkami"?

Maks? :3

Od Maksa do Rose

Skinąłem głową i wyciągnąłem z kieszeni telefon, aby sprawdzić która godzina. Po pewnym czasie mężczyzna wyszedł, a my mogliśmy iść na jakieś ciasto. Gdy zamknęła drzwi i stanęła koło mnie, pozwoliłem sobie ponownie złapać ją za rękę. W końcu gdyby jej to przeszkadzało, powiedziała by wcześniej, no nie? A poza tym... przecież to nic złego a nawet... miłe.

Rose?

wtorek, 14 czerwca 2016

Od Rose do Maksa

- To co, lody, ciasto czy co byś chciała?
Wyszliśmy na zewnątrz.
- Może ciasto, ale najpierw muszę pójść do apteki. Bill, to znaczy mój klient, miał przyjść dzisiaj po zioła.
-Dobrze, no to chodźmy. -Maks znów się uśmiechnął.
Odwzajemniłam uśmiechem i ruszyliśmy do apteki, wciaż trzymając się za ręce. Całkiem miło było tak iść. Uśmiechnęła się w duchu. Gdy doszliśmy do apteki wyciągnęłam kluczyki i otworzyłam drzwi.  Niestety, kiedy byliśmy w środku musiałam zdjąć pudełko z ziołami, przy czym byłam zmuszona puścić rękę chłopaka. No cóż...
- Usiądź sobie. -wskazałem na kanapę stojącą pod głównym oknem- Billa miał być o 12, więc za jakieś 15 minut będzie.
- Jasne. -Maks usiadł, a ja odłożyłam pudełko i wyjęłam zioła.
Musiałam je jeszcze drobno posiekać i zmieszać z liśćmi lipy. Wyjęłam z szuflady odpowiedni nóż i zabrałam się do pracy. Czułam, że Maks mi się przygląda, jednak nie zwracałem na to zbytnio uwagi. Aż do przyjścia Bill'a, panowała cisza.
- Witaj Rose.
- Witam, zaraz dam Ci zioła, tylko je jeszcze zapakuję.
- Dobrze, o dzień dobry. -zwrócił się do Maksa.

Maks?

Od Maksa do Rose

- Do mojego szefa. - wyjaśniłem.
Dopiero po chwili mogliśmy wejść do jego biura.
- O co chodzi? Mam mało czasu. - powiedział szorstkim głosem.
- W lesie natknąłem się na bombę, prawdopodobnie antypiechotną. - powiedziałem, spojrzał na mnie zza papierów.
- Nie możliwe, już byś nie żył. - stwierdził.
- Bo ta była dymna, ale obawiam się że może być więcej, groźniejsze. - wyjaśniłem.
- Tak, tak. Sprawdzimy to. - machnął ręką.
Wywróciłem oczami, wyszliśmy.
- To co, lody, ciasto czy co byś chciała? - spytałem z lekkim uśmiechem, otwierając jej drzwi.
Dopiero gdy wyszliśmy z budynku zdałem sobie sprawę z tego, że nadal trzymam ją za rękę, ale ciii.

Rose?

Od Rose do Maksa

Nie wiedziałam kompletnie o co chodzi chłopakowi. Nagle złapał mnie za rękę i poszliśmy. Nawet nie wiedziałam co powiedzieć, miałam do niego tyle pytań. A przez to wszystko zapomniałam nawet o pracy... Maks bardzo się spieszył i wyglądał na zdenerwowanego. Wolałam, więc o nic nie pytać, zresztą miał mi później wytłumaczyć.
Po chwili doszliśmy do jakiegoś budynku, był to instytut wojskowy, czy coś w tym rodzaju. Nie wiem, nie za bardzo się na tym znam. Gdy weszliśmy do środka, przywitało nas jakiś dwóch mężczyzn, ale Maks nie zatrzymując się, machnął tylko do nich i szedł dalej. Później, skręciliśmy w jakiś korytarz. Błądziłam wzrokiem, zastanawiając się po co miałam z nim iść. W końcu trafiłam wzrokiem na moją rękę, która trzymał Maks. Wpatrywałam się w nie i przypomniałam sobie, jak mówił coś o lodach. Nagle zachciało mi się śmiać, tylko nie mam pojęcia dlaczego? Uśmiechnęłam się szeroko i spojrzałam na chłopaka. -Nie mogę się śmiać, bo pomyśli, że jestem jakaś nienormalna.- Maks patrzał na drzwi, które  były na końcu korytarza.
- Gdzie idziemy? -spytałam w końcu.

Maks?

Od Maksa do Rose

Rano, jak co dzień byłem biegać razem z Rezonem. W lesie natrafiliśmy na co w rodzaju bomby, byłem cały brudny. W obawie, że może być ich więcej i dużo groźniejsze, niezwłocznie udałem się do Rafaela - swojego szefa. Po drodze spotkałem Rose.
- Maks, co się stało? - spytała od razu.
- Znalazłem... - zacząłem, jednak nie było czasu na tłumaczenie. - Wiesz, opowiem ci później, muszę iść. - stwierdziłem. - A i nie chodź do lasu, żadnego, najlepiej nie chodź po takich terenach. - spojrzała na mnie nie rozumiejąc. - Najlepiej chodź ze mną, później pójdziemy na lody, czy coś. Ok? - uśmiechnąłem się lekko.
Złapałem ją za rękę i ruszyliśmy przed siebie.

Rose?

niedziela, 12 czerwca 2016

Od Rose do Maksa

Ucieszyłam się bardzo na widok ogiera.
- Jest piękny. -podeszłam do niego bliżej i wyciągnęłam powoli rękę, po czym pogłaskałam go po szyi.
Zaczęliśmy rozmawiać o koniach i tak się miło nam gawędziło, że oboje straciliśmy rachubę czasu. Nagle poczułam głód.
- Miło mi się z Tobą rozmawia, ale powinnam już wrócić do domu. -uśmiechnęłam się smutno.
- Dobrze, też będę się zbierał.
- No to do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
Zawołałam Sanę i wróciłyśmy do domu.
***
Odgrzałam sobie zapiekany makaron. Wzięłam książkę "Akademia Wilkołaków", usiadłam do stołu po czym zaczęłam czytać. Gdy skończyłam jeść, postanowiłam wziąć prysznic. Udałam się więc do łazienki.
Tej nocy nie miałam problemu z zaśnięciem, szczególnie dlatego, że Sana leżała wtulona we mnie...
***
Następnego dnia, po porannym spacerze z Saną poszłam do apteki. Po drodze spotkałam Maksa.

Maks?

Od Maksa do Rose

- Psa i konia. - odpowiedziałem.
- Konia? - spojrzała na mnie z lekkim błyskiem w oczach.
Skinąłem głową, zaproponowałem przejście się do stadniny, zgodziła się. Dojście nie zajęło nam długo, z osiem minut? Może krócej. Szliśmy wzdłuż boksów, aż doszliśmy do ostatniego,  gdzie powinien być Rey. Co dziwne, nie było go tam.
- Pewnie wypuścili go na pastwisko. - stwierdziłem.
Rzeczywiście, biegał wśród innych koni. Zagwizdałem, spojrzał w naszym kierunku i od razu podbiegł do nas. Gdy zauważył nieznaną mu Rose, prychnął lekko zaskoczony.
- Rose, Rey. Rey, Rose. - przedstawiłem ich sobie.
Ogier zrobił krok w stronę dziewczyny i musnął jej rękę, po czym zarżał przyjaźnie.

Rose?

Od Rose do Maksa

Dopiero w mieście Maks miał przyjemność poznać Sanę...
- Gdzież ty się szlajałaś? -spytałam, gdy do nas podbiegła.
Sana tylko spojrzała na mnie i położyła się na ziemię. Zmachana wystawiła język i zaczęła się oblizywać.
- To Twój pies? -spytał Maks.
- Tak.
- Jak się wabi?
- Sana. -chłopak uśmiechnął się- A ty masz jakieś zwierzę?

Maks?

Od Maksa do Rose

- Maks, a ty? - wyciągnąłem w jej stronę rękę.
- Rose. - zrobiła to samo.
- Miło mi. - uśmiechnąłem się. - Jesteś więc zielarką? - głupie pytanie, wszystko na to wskazywało...
- Tak. - skinęła głową. - Żołnierz? - uśmiechnęła się.
Przytaknąłem odwzajemniając uśmiech. Gdy usłyszeliśmy dziwne dźwięki, postanowiliśmy wrócić do miasta. Rozmawialiśmy.

Rose?

Od Rose do Maksa

Wstałam wcześnie rano. Wzięłam szybki prysznic, zjadłam śniadanie, no i ubrałam się. Przed wyjściem wyszła z Asuną na spacer.
Po spacerze pożegnałam się z przyjaciółką i poszłam do pracy. W aptece nie było za wiele do robienia, ale ja musiałam coś robić. Nie usiedzę na miejscu. A więc zabrałam się za sprzątanie. Zajęło mi to sporo czasu, jednak nie odczuwałam zmęczenia. Postanowiłam więc zająć się sprawami papierkowymi. Poukładałam wszystko na swoje miejsca, po czym wyczyściłam szafki z kurzu. Nagle usłyszałam, że ktoś wchodzi do środka. Był to mój "stały klient", Bill. Pewnie przyszedł po leki.
- Cześć Rose, ty jeszcze w pracy? -Byłam tak zawzięta, że zapomniałam która jest godzina.
- Cześć. Sprzątałam tu trochę i straciłam rachubę czasu. -powiedziałam podchodząc do szafki z lekarstwami.
- Trochę, to mało powiedziane. -zaśmiał się krótko.
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, ale Bill przerwał rozmowę i kazał mi iść do domu. Uwielbiałam te miejsce. Brakowało tylko zwierząt, ale i tak z nie chęcią wróciłam do domu.
Czekała tam na mnie Sana.
- Hej, co dziś nabroiłaś? -spytałam wchodząc do salonu.
O dziwo było czysto, poduszki na swoim miejscu, meble nie pogryzione. Pogłaskałam sunię za uchem i dałam jej smakołyki, które sama dla niej przygotowuję. Byłam głodna, więc na zapiekłam makaron w serze i polałam go sosem pomidorowym... Po zjedzonym objedzie wyszłam z Asuną na spacer do pobliskiego lasku. -Może Kurami już zakwitło.- pomyślałam zamykając drzwi.
Na miejscu, zaczęłam szukać rośliny, na którą czekam już od tygodni. I znalazłam, pod wielkim drzewem rosła roślina o niebieskich kwiatkach, Kurami. Kucnęłam i przecięłam łodyżki specjalnym nożykiem, po czym schowałam je do kieszeni. Obok rosła roślina, o której czytałam w bibliotece. Była bardzo rzadka i wyglądała jak mięta, ale nie miała ona właściwości leczniczych. Zerwałam ją. Nagle usłyszałam, że ktoś się zbliża. Spojrzałam i zobaczyłam chłopaka z bronią w ręku.
- Co tu robisz? -spytał.
- Zauważyłam rzadko spotykane zioła, na pewno się przydadzą.
Chłopak podszedł bliżej i przyjrzał się roślinie.
- Co to jest?
Wstałam i próbowałam sobie przypomnieć nazwę.
- To jest...Hottes Kuskibatus.
- Dziwna nazwa.
- Zgadzam się. -przyjrzałam się chłopakowi- A ty jak masz na imię?

<Maks?>

Od Maksa

Powoli otworzyłem oczy, widząc znów ten sam sufit, jęknąłem niezadowolony. Lubię to miejsce, ale czasem mam ochotę skoczyć z pierwszego lepszego klifu... niechętnie zwlokłem się z łóżka i poszedłem pod długi, zimny prysznic. Założyłem jeansy, t-shirt a na niego zarzuciłem bluzę.
Zajrzałem do lodówki i zmierzyłem wzrokiem każdą półkę, było tam pełno wszystkiego, jednak jakoś nie chciało mi się jeść. Napiłem się jedynie wody i wyszedłem z domu. Prężnym krokiem przemierzałem dzielnice Ninaii, dopiero kiedy wyszedłem poza miasto, zwolniłem. Było dość chłodno, słońce chowało się za chmurami, a raz zza nich wychodziło i dawało przyjemne ciepło, wiał lekki, lecz chłodny wiatr. Rozglądałem się na boki, jakoś wolałem inną śmierć niż zostać pożartym przez jednego z mutantów. Nagle usłyszałem szelest trawy gdzieś kawałek dalej, powoli, bezszelestnie ruszyłem w tamtym kierunku, trzymając broń w gotowości. Gdy okazało się, że to tylko dziewczyna, spuściłem lufę w dół. Spojrzała nagle lekko zaskoczona moją obecnością.
- Co tu robisz? - spytałem.
Rzadko kiedy, a raczej w ogóle nie widuję tu mieszkańców.
- Zauważyłam rzadko spotykane zioła, na pewno się przydadzą. - wyjaśniła.
Skinąłem głową i podszedłem bliżej niej, roślina, którą trzymała w dłoniach, wyglądała jak mięta, jednak na raczej nią nie była, głównie dlatego, że nie jest rzadka.
- A co to? - spytałem lekko zaciekawiony.

Rose?

sobota, 11 czerwca 2016

Rose Tuan

KTO NIE DOTRZE DO FAL, NIE POPŁYNIE NA ICH GRZBIECIE
IMIĘ: Rose
NAZWISKO: Tuan
PRZEZWISKO: po prostu Rose
WIEK: 18 lat
PŁEĆ: Kobieta
POCHODZENIE: Seul, Korea Południowa
STANOWISKO: Zielarka [Zielarz]
GŁOS: Sana Twice's
APARYCJA: Jest wysoka i szczupła. Ma jasną cerę, z którą kontrastują, duże, brązowe oczy. Ma mały nos, lekko zadarty, a jej usta są małe i pełne. Jej brązowe, lekko falowane i bujne włosy sięgają za łopatki. Ubiera się według własnego stylu. 
CHARAKTER: Rose jest spokojną dziewczyną, co nie oznacza, że nie da się jej wyprowadzić z równowagi. Zazwyczaj zanim coś zrobi, zastanawia się kilka razy. Jeżeli ktoś ją zdenerwuje, wypluje mu wszystko w twarz, jest szczera do bólu. Nie lubi być w centrum uwagi. Nie bardzo lubi też mówić o sobie. Rzadko obdarza kogoś zaufaniem, jednak kiedy komuś zaufa, jest wierna tej osobie, zawsze stanie w jej obronie i pomoże w miarę swoich możliwości. Jest pomocna i pracowita. Często buja w obłokach i marzy.
PARTNER: Poszukuje ♥
RODZINA: Nie zna
ZAINTERESOWANIA: Rose uwielbia słuchać muzyki. Jej pasją jest malowanie, rysowanie i szkicowanie. Oprócz tego Rose kocha opiekować się zwierzętami, wśród nich czuje się najlepiej. To tyczy się również roślin.
INNE:
- jest wegetarianką,
- obiecała, że nigdy nie będzie paliła, piła, wciągała itp.
KONTAKT: Taun93
ZWIERZĘ: Sana

Maks Asher

Lepiej stojąc umierać, niż na kolanach żyć
Imię: Maks
Nazwisko: Asher
Przezwisko: Po prostu Maks, chyba że wymyślisz coś, co mu się spodoba.
Wiek: 18 lat
Płeć: Mężczyzna, jakieś wątpliwości?
Pochodzenie: Floryda, Miami
Stanowisko: Żołnierz
Głos: Ian Thomas
Aparycja: Gęste, brązowe włosy. Oczy raz szare a raz niebieskie, z długimi rzęsami. Zabójczy uśmiech. Jest to dość wysoki chłopak (185 cm). Jeśli chodzi o sylwetkę, to jest dobrze zbudowany, płaski, umięśniony brzuch.
Charakter: Chłopak ma dwie twarze, pokazuje tą, którą uważa za słuszną.
Pierwsza jest wojownicza, zawsze mówi szczerze to co myśli. Nie boi się wyrażać swojego zdania jak i krytykować tego co mu się nie podoba. Często używa ironii, odzywa się chamsko. Nie lubi natrętnych żartów i kpin. Oczywiście to nie znaczy, że zachowuje się jak sierota. Umie zapluć jadem, porządnie dać w mordę gdy trzeba. Nie łatwo zdobyć jego zaufanie, chętniej wieży w siebie niż w innych ponieważ nie raz się zawiódł.
Druga natomiast jest bardzo opiekuńcza i troskliwa. Wrażliwy, ale twardy, kiedy trzeba. Dojrzały i dość odpowiedzialny. W każdej sytuacji potrafi rozbawić. Jest pomocny i zawsze można na niego liczyć. Gdy coś dręczy osobę mu bliską, to zawsze wysłucha, pocieszy, a jak potrafi, to coś doradzi. Jest odważny, choć niestety ma mało wiary w siebie i ma niską samoocenę. Przez to dość często na siebie narzeka. Jednak jest to spowodowane tym, co przeżył w przeszłości. Miły i szarmancki. Ma umiejętność odpowiedniego traktowania kobiety, jak i zachowania się w konkretnych sytuacjach. Ma duże poczucie humoru i umie śmiać się z samego siebie. Nie jest organizacją charytatywną i nie rozrzuca miłością na każdego. Wie, kiedy się zakocha, a kiedy czuje, że to zwykła przyjaźń.
Partner: Czeka na tą jedyną
Rodzina: Tu zaczyna się labirynt i powodu wielu urazów chłopaka. Gdy był mały, jego mama zginęła w katastrofie lotniczej, po tym jego ojciec się załamał i popadł w alkoholizm. Cały czas dawał mu do zrozumienia, że nikt go nie chce. Zaczął się nad nim znęcać psychicznie i fizycznie, nie mógł nic nikomu powiedzieć, ponieważ przez opowieści starszego brata panicznie bał się domu dziecka.
Zainteresowania: Chłopak lubi szkicować oraz gotować i trzeba przyznać że wychodzi mu to świetnie. Od dziecka pływa, uwielbia to. Wspinaczka, przeróżne sporty wodne oraz lądowe są jego pasją od zawsze. Poza tym, tresura psów, motocross.
Inne: 1, 2, 3, 4, 5
Kontakt: snitchlen
Zwierzę: Rezon

Rey