wtorek, 14 czerwca 2016

Od Maksa do Rose

- Do mojego szefa. - wyjaśniłem.
Dopiero po chwili mogliśmy wejść do jego biura.
- O co chodzi? Mam mało czasu. - powiedział szorstkim głosem.
- W lesie natknąłem się na bombę, prawdopodobnie antypiechotną. - powiedziałem, spojrzał na mnie zza papierów.
- Nie możliwe, już byś nie żył. - stwierdził.
- Bo ta była dymna, ale obawiam się że może być więcej, groźniejsze. - wyjaśniłem.
- Tak, tak. Sprawdzimy to. - machnął ręką.
Wywróciłem oczami, wyszliśmy.
- To co, lody, ciasto czy co byś chciała? - spytałem z lekkim uśmiechem, otwierając jej drzwi.
Dopiero gdy wyszliśmy z budynku zdałem sobie sprawę z tego, że nadal trzymam ją za rękę, ale ciii.

Rose?