- To co, lody, ciasto czy co byś chciała?
Wyszliśmy na zewnątrz.
- Może ciasto, ale najpierw muszę pójść do apteki. Bill, to znaczy mój klient, miał przyjść dzisiaj po zioła.
-Dobrze, no to chodźmy. -Maks znów się uśmiechnął.
Odwzajemniłam uśmiechem i ruszyliśmy do apteki, wciaż trzymając się za ręce. Całkiem miło było tak iść. Uśmiechnęła się w duchu. Gdy doszliśmy do apteki wyciągnęłam kluczyki i otworzyłam drzwi. Niestety, kiedy byliśmy w środku musiałam zdjąć pudełko z ziołami, przy czym byłam zmuszona puścić rękę chłopaka. No cóż...
- Usiądź sobie. -wskazałem na kanapę stojącą pod głównym oknem- Billa miał być o 12, więc za jakieś 15 minut będzie.
- Jasne. -Maks usiadł, a ja odłożyłam pudełko i wyjęłam zioła.
Musiałam je jeszcze drobno posiekać i zmieszać z liśćmi lipy. Wyjęłam z szuflady odpowiedni nóż i zabrałam się do pracy. Czułam, że Maks mi się przygląda, jednak nie zwracałem na to zbytnio uwagi. Aż do przyjścia Bill'a, panowała cisza.
- Witaj Rose.
- Witam, zaraz dam Ci zioła, tylko je jeszcze zapakuję.
- Dobrze, o dzień dobry. -zwrócił się do Maksa.
Maks?