Wstałam wcześnie rano. Wzięłam szybki prysznic, zjadłam śniadanie, no i ubrałam się. Przed wyjściem wyszła z Asuną na spacer.
Po spacerze pożegnałam się z przyjaciółką i poszłam do pracy. W aptece nie było za wiele do robienia, ale ja musiałam coś robić. Nie usiedzę na miejscu. A więc zabrałam się za sprzątanie. Zajęło mi to sporo czasu, jednak nie odczuwałam zmęczenia. Postanowiłam więc zająć się sprawami papierkowymi. Poukładałam wszystko na swoje miejsca, po czym wyczyściłam szafki z kurzu. Nagle usłyszałam, że ktoś wchodzi do środka. Był to mój "stały klient", Bill. Pewnie przyszedł po leki.
- Cześć Rose, ty jeszcze w pracy? -Byłam tak zawzięta, że zapomniałam która jest godzina.
- Cześć. Sprzątałam tu trochę i straciłam rachubę czasu. -powiedziałam podchodząc do szafki z lekarstwami.
- Trochę, to mało powiedziane. -zaśmiał się krótko.
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, ale Bill przerwał rozmowę i kazał mi iść do domu. Uwielbiałam te miejsce. Brakowało tylko zwierząt, ale i tak z nie chęcią wróciłam do domu.
Czekała tam na mnie Sana.
- Hej, co dziś nabroiłaś? -spytałam wchodząc do salonu.
O dziwo było czysto, poduszki na swoim miejscu, meble nie pogryzione. Pogłaskałam sunię za uchem i dałam jej smakołyki, które sama dla niej przygotowuję. Byłam głodna, więc na zapiekłam makaron w serze i polałam go sosem pomidorowym... Po zjedzonym objedzie wyszłam z Asuną na spacer do pobliskiego lasku. -Może Kurami już zakwitło.- pomyślałam zamykając drzwi.
Na miejscu, zaczęłam szukać rośliny, na którą czekam już od tygodni. I znalazłam, pod wielkim drzewem rosła roślina o niebieskich kwiatkach, Kurami. Kucnęłam i przecięłam łodyżki specjalnym nożykiem, po czym schowałam je do kieszeni. Obok rosła roślina, o której czytałam w bibliotece. Była bardzo rzadka i wyglądała jak mięta, ale nie miała ona właściwości leczniczych. Zerwałam ją. Nagle usłyszałam, że ktoś się zbliża. Spojrzałam i zobaczyłam chłopaka z bronią w ręku.
- Co tu robisz? -spytał.
- Zauważyłam rzadko spotykane zioła, na pewno się przydadzą.
Chłopak podszedł bliżej i przyjrzał się roślinie.
- Co to jest?
Wstałam i próbowałam sobie przypomnieć nazwę.
- To jest...Hottes Kuskibatus.
- Dziwna nazwa.
- Zgadzam się. -przyjrzałam się chłopakowi- A ty jak masz na imię?
<Maks?>