Rano, jak co dzień byłem biegać razem z Rezonem. W lesie natrafiliśmy na co w rodzaju bomby, byłem cały brudny. W obawie, że może być ich więcej i dużo groźniejsze, niezwłocznie udałem się do Rafaela - swojego szefa. Po drodze spotkałem Rose.
- Maks, co się stało? - spytała od razu.
- Znalazłem... - zacząłem, jednak nie było czasu na tłumaczenie. - Wiesz, opowiem ci później, muszę iść. - stwierdziłem. - A i nie chodź do lasu, żadnego, najlepiej nie chodź po takich terenach. - spojrzała na mnie nie rozumiejąc. - Najlepiej chodź ze mną, później pójdziemy na lody, czy coś. Ok? - uśmiechnąłem się lekko.
Złapałem ją za rękę i ruszyliśmy przed siebie.
Rose?